Niech Państwo wybiorą dzień pasujący do nastroju
Pracujemy od wtorku do niedzieli, a poniedziałek zostawiamy kuchni i podłodze. W poniedziałek szef kuchni przegląda zapasy, szoruje garnki i rozmawia z rybakami o tym, co dla nas złowią. Sala odpoczywa, a krupier układa nowe talie kart.
Układ tygodnia zmieniał się kilka razy od otwarcia. Początkowo mieliśmy turniej w sobotę, ale okazało się, że wtedy dom jest przepełniony i nikt nie ma spokoju. Przesunęliśmy go na czwartek, kiedy w mieście jest ciszej, a goście mogą skupić się na grze i na rozmowie.
Wtorek jest dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z grami: stoły są rzadziej obsadzone, krupier ma czas na wyjaśnienia, a kuchnia podaje prostszą kartę. To dzień dla osób, które wolą najpierw obejrzeć, a potem usiąść.
Dla gości, którzy przyjeżdżają na kilka dni, układamy własny plan. Pierwszego wieczoru zwykle polecamy spokojną kolację i krótką wizytę na piętrze, żeby zobaczyć salę i poznać krupiera. Drugiego dnia warto przyjść na turniej, a trzeciego zostać w jadalni na dłuższą rozmowę przy kominku i zupie dnia.
Środa należy do ruletki i blackjacka. Krupier opowiada o tym, skąd wzięły się te gry, a goście próbują kilku rozdań, zanim wejdą w pełne tempo. Na parterze podajemy zupę dnia i dania, które łatwo zjeść w pół godziny.
Czwartek to dzień turnieju. Zapisy zaczynają się o siedemnastej, pierwsze rozdanie o osiemnastej, a finał około dwudziestej drugiej. Dla tych, którzy nie grają, jest kolacja z rybą dnia i miejsce na piętrze w roli widza.
Piątek to dzień długiego stołu: kolacja z dorszem z pieca, potem rozdania do późna. W sobotę przychodzą rodziny i wczasowicze, więc dom jest pełny od otwarcia do zamknięcia. Niedziela bywa spokojniejsza, z obiadami rodzinnymi na parterze i partią kart na zakończenie weekendu.
Dni i godziny podajemy bez dat, ponieważ program wraca co tydzień i zmienia się dopiero z porą roku. Zimą przesuwamy turniej na wcześniejszą godzinę, żeby goście zdążyli wrócić przed śniegiem.
Zimą, od jesieni do wiosny, godziny pozostają takie same, ale zmienia się charakter wieczorów. Pierwsze rozdania wypadają zaraz po zmroku, a kominek w jadalni pali się od otwarcia. Goście, którzy wracają z krótkich spacerów po wydmach, wchodzą do ciepłego wnętrza z zaczerwienionymi policzkami i od razu zamawiają zupę.
Latem dom wypełnia się wczasowiczami, a my wydłużamy kolacje na parterze. Drzwi do jadalni są otwarte, a z alei wpada zapach morza i smażonych ryb z pobliskich barów. Na piętrze za to jest chłodniej niż na zewnątrz, co goście bardzo sobie cenią w upalne wieczory.
Niektórzy goście pytają, czy w ciągu tygodnia coś się dzieje na zewnątrz domu. Odpowiadamy, że tak: w porcie można wieczorem oglądać powrót kutrów, a na plaży zimą słychać tylko wiatr. Po takim spacerze kolacja smakuje podwójnie i nikt nie ma ochoty od razu wracać do pokoju.


