Z pamiętnika lokalu

Proszę zajrzeć do pamiętnika naszego domu

Zapisujemy w nim, kto otworzył drzwi, co stało w szopie przed nami i kto dziś rozdaje karty. Wszystko bez ozdobników.

Kto prowadzi lokal

Proszę poznać dom i jego gospodarzy

Lokal prowadzi spółka WAFFLE ADVERTISING LTD, 85 Great Portland Street, London W1W 7LT, Wielka Brytania. Na co dzień rozmawiają z Państwem jednak ludzie z Władysławowa i okolic: hostessa przy drzwiach, kierowniczka sali, szef kuchni i krupier, o których piszemy niżej.

Pomysł na dom pojawił się w głowie Emila Żaka, który przez dwadzieścia lat pływał na kutrach z tutejszego portu. Kiedy wrócił na stałe na brzeg, nie umiał usiedzieć w domu. Chodził po alei Żeromskiego i zaglądał do pustych budynków, aż trafił na starą szopę, w której kiedyś suszono i łatano sieci.

Pierwszą decyzją Emila było to, żeby nie robić z szopy muzeum. Rybacy, którzy ją pamiętali, prosili o jedno: żeby w środku nie pachniało farbą, tylko drewnem, solą i dymem z pieca. Udało się to osiągnąć dzięki temu, że malarze pracowali zimą, przy otwartych oknach, a podłogę wypolerowano dopiero po wielu tygodniach, kiedy deski przestały pić wilgoć z powietrza.

Szopa miała wysoki strop, grube belki i żelazne haki, na których wisiały dawniej siatki. Emil zobaczył w niej salę, w której ludzie siedzą razem, a nie każdy w swoim kącie. Pierwsze miesiące spędził na czyszczeniu murów z soli i na wymianie podłogi, bo morze zostawia ślady nawet w drewnie.

Kuchnię zbudowano na parterze, tam gdzie stał piec do ogrzewania hali. Sala na piętrze długo czekała na sukno i stoły, bo Emil chciał, żeby nie przypominała ani kasyna z filmu, ani biura. Wynikiem jest pomieszczenie, w którym pachnie drewnem i herbatą, a światło spada niskimi stożkami na zielone blaty.

Dom otworzył się jesienią, kiedy wczasowicze już wyjechali, a mieszkańcy mieli wreszcie czas. Pierwszymi gośćmi byli rybacy, ich żony i sąsiedzi z alei. Do dziś zdarza się, że ktoś z nich przychodzi, siada pod ścianą i patrzy na haki z ciepłym uśmiechem.

Dziś w domu pracuje piętnaście osób, z czego dziewięć mieszka we Władysławowie od urodzenia. Kelnerzy znają większość stałych gości z imienia i wiedzą, kto lubi zupę bardzo gorącą, a kto prosi o szklankę ciepłej wody z cytryną. To drobiazgi, ale właśnie z nich składa się wrażenie, że ktoś o nas pamięta.

Wysoka sala z belkami i hakami po sieciach rybackich

Mój dziadek naprawiał tu sieci, a ja dziś rozdaję karty pod tymi samymi belkami. Haki zostały, tylko zamiast ciężaru sieci wiszą na nich lampy.

Hubert Zając, krupier
Jak żyjemy

Proszę spojrzeć, jak mija nasz dzień

Dzień w domu zaczyna się przed południem w kuchni. Przemysław Kowalik odbiera ryby z portu, nastawia zupy i przegląda zapasy. Joanna Sobczak sprawdza listę rezerwacji i zamawia kwiaty do jadalni, a Zofia Sokołowska układa menu na stolikach.

Po południu schodzą się pozostali. Hubert Zając tasuje talie, które wymieniamy co tydzień, i sprawdza, czy sukno leży równo. O szesnastej otwieramy drzwi, wpuszczamy pierwszych gości i zapalamy lampy w jadalni.

Wieczorem dom gęstnieje. Przy parterowych stolikach siedzą rodziny, na piętrze pary i grupki znajomych. Kto skończył kolację, schodzi lub wchodzi po schodach; nikt nikogo nie popędza. O północy gasimy światła w kuchni, a o wpół do pierwszej zamykamy salę.

Zimą dom jest spokojniejszy, więc częściej rozmawiamy z gośćmi o wszystkim i o niczym. Latem przychodzą wczasowicze z całej okolicy i trzeba się mocno natrudzić, żeby każdy miał miejsce. Obie pory roku lubimy tak samo, choć z różnych powodów.

Gdy dzień się kończy, ekipa zbiera się jeszcze na chwilę w jadalni. Zofia czyta z książki rezerwacji uwagi z całego wieczoru, Joanna zapisuje, co należy poprawić, a Przemysław kosztuje ostatnie porcje zupy i zawsze coś dopowiada do przepisu. Hubert liczy żetony do ostatniego i zamyka pudełko, w którym nic nie może zginąć.

Wygodne fotele pośród bujnych roślin w przestronnym wnętrzu
Zespół

Proszę poznać ludzi, którzy czekają przy drzwiach i stołach

Zofia Sokołowska, hostessa

Zofia Sokołowska

hostessa

Pochodzi z Jastrzębiej Góry, gdzie przez wiele lat pracowała w recepcji ośrodka wczasowego. W Północnej Gwieździe wita gości przy drzwiach, prowadzi książkę rezerwacji i pilnuje, żeby nikt nie czekał na stolik dłużej niż kilka minut. Zapamiętuje imiona po jednym spotkaniu i nigdy nie myli stałych bywalców. Jej największym talentem jest uśmiech, który pojawia się wtedy, gdy gość wydaje się zagubiony, i znika dopiero po tym, jak ktoś pomoże mu zdjąć płaszcz.

Joanna Sobczak, kierowniczka sali

Joanna Sobczak

kierowniczka sali

Kierowniczką jest od pierwszego dnia. Wcześniej prowadziła stołówkę w stoczni, więc wie, jak karmić sto osób bez hałasu. Dziś układa grafik wieczorów, nadzoruje kelnerów i dba o to, by na piętrze było cicho. W wolnych chwilach maluje akwarelą morskie pejzaże, które wiszą w jadalni. Jeśli ktoś zgłasza uwagę po wieczorze, zawsze pisze do niego osobiście i odpowiada w ciągu dwóch dni.

Przemysław Kowalik, szef kuchni

Przemysław Kowalik

szef kuchni

Gotuje od trzydziestu lat, z czego dwadzieścia pięć nad Bałtykiem. Zupę rybną zaczyna od wywaru z głów i nigdy nie dodaje kostek. Dorsza z pieca podaje z koperkiem i ziemniakami, a w niedziele robi plince z gęsiną według przepisu babci z Kaszub. Ryby kupuje sam, osobiście, w porcie. Dwa razy w roku wyjeżdża na Kaszuby, żeby uczyć się od starszych kucharek, które nie mają przepisów spisanych na kartce.

Hubert Zając, krupier

Hubert Zając

krupier

Rozdaje karty od siedemnastu lat. Zaczynał na statku pasażerskim, potem prowadził kursy dla krupierów w nadmorskich ośrodkach. Tłumaczy zasady spokojnie i bez żargonu, a nowym gościom pozwala patrzeć mu na ręce. Jego powiedzenie brzmi: „Karty lubią cierpliwych”. Na zakończenie wieczoru zawsze dziękuje graczom skinieniem głowy, nawet tym, którzy przegrali pierwsze rozdanie.